Elsword Fan Fiction

Główna » 2016 » Styczeń » 18 » Kuchnia z Angkorem
17:50
Kuchnia z Angkorem

Cześć! Nazywam się Aisha i jestem potężną czarodziejką z południa. Przemierzyłam wiele krain w poszukiwaniu prawdziwej mocy. Jednak pewnego dnia, magiczny pierścień wchłonął całą moją magiczną moc. Próbując ją odzyskać, uciekłam się do zawarcia paktu z demonami, zyskując tym samym demonicznego bożka - Angkora.

- Na wszystkich bogów – warknęłam, po raz kolejny zamykając i otwierając lodówkę, jakby mając nadzieję, że jej zawartość będzie mniej pusta niż jest – Angkor, czy ty znowu wyżarłeś wszystko z lodówki?

- Demoniczne nietoperki, takie jak ja, mają bardzo pojemne brzuszki – prychnął z godnością i podfrunął do mnie na swych maleńkich skrzydełkach.

- Twój żołądek to studnia bez dna! – odwróciłam się do niego, patrząc jak uskrzydlony ziemniak powoli telepie się w moją stroną – Nie zdziwiłabym się, gdyby twój brzuch był połączony ze światem demonów i tam właśnie lądowało całe nasze jedzenie. Przecież ty jesz z dziesięć razy więcej niż ja… nawet więcej niż Elsword! A to już spore osiągnięcie…

Angkor opadł na blat stołu z głuchym plaśnięciem, układając buźkę w podkówkę.

- To nie moja wina. Mam bardzo szybki metabolizm – orzekł po chwili studiowania pustości lodówki.

- Dlatego też jesteś grubszy niż dłuższy? – zapytałam wrednie.

- Jak będę miał tak grubą dupę, jak ty to się zacznę martwić – zeskoczył ze stołu i odszedł urażony, pokazując, że ma mnie całkowicie gdzieś. Ja w tym czasie analizowałam w głowie treść mojego paktu z bogiem demonów. Chyba nie było tam niczego o tym, że nie mogę go torturować, albo zabić, albo coś…

- Swoją drogą! – dobiegł mnie krzyk gdzieś z pokoju obok – Co dzisiaj na obiad?

Moje brwi chyba teraz wyszły poza obszar twarzy. Co za bezczelny…

- Zawartość lodówki! – warknęłam, trzaskając drzwiami owej wspomnianej części zaopatrzenia kuchennego. No, dzisiaj sobie pojemy…

Miałam ochotę spalić wszystko do gołej ziemi, ale tylko zacisnęłam dłonie w pięści. Spokojnie, Aisha, tylko spokojnie. Nie stać cię na zakup nowego mieszkania, więc się opanuj.

Wwlokłam się do mojego prywatnego kącika w naszym wspólnym z Angkorem mieszkanku. Moja biblioteczka było to jedyne miejsce, w którym mogłam uświadczyć chwili samotności. Przez ogrom starych, zakurzonych ksiąg, Angkor w ogóle tu nie przychodził. Jego delikatny nosek nie tolerował obecności najmniejszego pyłka kurzu, czy coś takiego. Ułożyłam się na moim ulubionym wyświechtanym fotelu i sięgnęłam po jedną z ksiąg. Miałam zamiar zatopić się w lekturze do końca dnia. Angkor niech sobie robi co chce.

Otworzyłam książkę na pierwszej stronie, przejeżdżając dłonią po zdobionych literach układających się w tytuł powieści. Uwielbiałam tą historie, choć kończyła się ona naprawdę smutno. Jeden z bohaterów musiał poświęcić swoje istnienie, by wszyscy mogli żyć szczęśliwie. Nikt jednak nie zauważył jego odejścia i został on zapomniany.

Przełożyłam stronę tytułową i moim oczom ukazał się początek pierwszego rozdziału. Z cichym westchnieniem zabrałam się za lekturę.


 


 

Chyba zasnęłam, bo kiedy otworzyłam oczy, wokół panował mrok. Wstałam, przeciągając się i rozprostowując zdrętwiałe nogi. W powietrzu unosił się jakiś smakowity zapach. Czyżbym aż tak zgłodniała, że zaczynam mieć halucynacje? Przecież nie jadłam raptem pół dnia.

Postanowiłam nie wychodzić z mojej samotni. Włączyłam lampkę, która dawała bardzo nikłe światło. Zmrużyłam oczy i odnalazłam fragment, przy czytaniu którego zasnęłam. Musiałam bardzo wytężać wzrok, żeby cokolwiek widzieć na pożółkłych stronach, ale nie przejmowałam się tym. Jestem do cholery czarodziejką, nie? Czarodziejki nie mogą popsuć sobie wzroku.

Kwadrans później, drzwi biblioteczki uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Zaintrygowana odłożyłam książkę, umieszczając w środku zakładkę. Czyżby wiatr? Może Angkor miał już dość braku mojego towarzystwa i poroztwierał wszystkie drzwi i okna, żeby zimnem wywabić mnie z mojego lokum, jak ostatnim razem? A może głód zaczął doskwierać mu tak bardzo, że osobiście się do mnie pofatygował?

Po dłuższej chwili zza drzwi wyjrzały na mnie smutne oczka.

- Nie śpisz? – zapytał prawie, że szeptem – Mogę wejść?

- Właź – pozwoliłam mu władczym tonem, choć zrobiło mi się troszkę głupio. Angkor jadł często i dużo. Może rzeczywiście przesadziłam i powinnam wynaleźć cokolwiek do jedzenia, żeby nie chodził przeszło połowy dnia z pustym brzuszkiem?

Nietoperek wdreptał na swoich malutkich nóżkach do środka pokoju i znowu wlepił we mnie te swoje smutne oczka. Zdecydowanie zachowywał się dziwnie.

- Em… coś się stało? – zapytałam, coraz bardziej przestraszona jego zachowaniem. Angkor zawsze był arogancki, a teraz zachowywał się bardzo niepewnie.

- Bo ja ten… - podrapał się skrzydełkiem po łebku, zupełnie w takim samym geście, jak ludzie drapią się ręką, kiedy są zakłopotani – Nie wiedziałem, że jedzenie tyle kosztuje – znowu popatrzył na mnie, jakby oczekując potwierdzenia.

- No tak. Jedzenie kosztuje sporo – zgodziłam się – I w związku z tym?

- I w związku z tym, ja myślałem ten cały czas, że to dlatego mi nie dajesz bardzo dużo jedzenia, bo ty jesteś zła i skąpa – popatrzył na mnie zupełnie poważnie, a ja znowu miałam ochotę coś mu zrobić – Ale jedzenie serio dużo kosztuje, więc nie jesteś skąpa. Zła tak, ale nie skąpa.

- No dobrze… - pogubiłam się w jego dziwacznej wypowiedzi – Do czego zmierzasz?

- Że Angkorowi jest ten no, przykro, że tak dużo je i nie pomyślał o innych aspektach pieniężno-innych.

- Czyli ogólnie przyszedłeś mnie przeprosić za to, że jesteś pasożytującym na mnie żarłokiem? – upewniłam się.

- Nie zaraz przeprosić – zatrzepotał skrzydełkami, zadzierając z godnością nosek – Jest mi po prostu przykro, okej? I nie jestem żadnym żarłokiem i na tobie wcale nie pasożytuję, phi!

- Dobrze już – zachichotałam, a bożek zaczerwienił się i zaczął coś do siebie nerwowo mamrotać – Przyjmuję twoje wyrazy przykrości. I też przepraszam. Troszkę przesadziłam z tą dzisiejszą głodówką. Zaraz skombinuję nam coś do jedzenie… w ogóle to jakim sposobem dowiedziałeś się, że jedzenie nie jest za darmo?

- Kiedy zgłodniałem, zacząłem szukać jedzonka po wszystkich szafkach w kuchni no i znalazłem rachunki. Tam przeczytałem ile ostatnio zarobiliśmy na misjach i policzyłem ile wydaliśmy.

- Niom. A jeszcze musi nam wystarczyć na czynsz za mieszkanko – przypomniałam.

- Dlatego postanowiłem, że od teraz więcej będę ci pomagać w misjach. Przez to zarobimy pieniądze na jedzonko!

- Każda motywacja jest dobra – zaśmiałam się – Idę sprawić nam coś do żarcia, bo coś tu smakowicie pachnie i zaczyna mi burczeć w brzuszku.

- Pachnie, bo ja zrobiłem jedzonko – od razu wtrącił się Angkor – Chodź, chodź, już wszystko na stole – wybiegł z biblioteki, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.

Wygramoliłam się z pokoju i podążyłam za zapachem do kuchni.

- Mm, pachnie pysznie – pociągnęłam nosem i podeszłam do stołu – I wygląda równie dobrze – pochwaliłam.

- Spróbuj – usadowił się po drugiej stronie stołu Angkor wraz ze swoją, o wiele większą od mojej, porcją – Smacznego.

- Nawzajem!

Spróbowałam i rzeczywiście było smaczne. Byłam tak głodna, że pochłonęłam całość w kilka chwil. Angkor był wyśmienitym kucharzem.

- Mm, dziękuję – odsunęłam pusty talerz i pomasowałam się po pełnym brzuszku.

- Chcesz dokładkę? – uniósł główkę znad swojego jedzonka.

- Niee, podziękuję. Pojadłam aż za dość. I było świetne. Jesteś cudownym kucharzem – komplementowałam – A tak właściwie… skąd miałeś składniki na zrobienie tego wszystkiego? Przecież lodówka była pusta, a pieniądze mam zawsze przy sobie.

- Ukradłem je ze sklepu – wzruszył ramionami.

- Aha – przyjęłam do wiadomości – Czekaj, że jak?

- Ukradłem je ze sklepu – powtórzył.

Kiedy jeszcze tego wieczoru policja zapukała do naszych drzwi, a ja byłam zmuszona wziąć kredyt, by zapłacić karę za wybryk Angkora – wtedy w pełni do mnie dotarło, co się właściwie stało.



Kategoria: Pamiętnik | Wyświetleń: 85 | Autor: Kathe | Ocena: 4.8/4
Liczba wszystkich komentarzy: 0
avatar
Copyright Kathe © 2017